Ulica Stanisława Staszica w Sosnowcu-Środuli i jej okolice nie cieszą się dobrą opinią wśród mieszkańców miasta. Są powszechnie kojarzone z przestępczością, biedą i złymi warunkami bytowymi.
Jak tu żyć? - pyta pan Kazimierz. - Nie ma ani drogi, ani chodnika, nie mówiąc już o kanalizacji. Wygląda tutaj jak w dziewiętnastym wieku.
Rozsypujące się kamienice, odrapane mury, niektóre budynki częściowo zawalone. Wnętrza klatek schodowych, łącznie z drzwiami wejściowymi do mieszkań, są pomalowane sprayem, a ze ścian odpada tynk. Na ulicy przesiadują grupy mężczyzn pijących alkohol, niektórzy mieszkańcy skarżą się, że bywają również agresywni.
- Wieczorem nie da się wyjść z domu, nawet jak jest się tutejszym. Po prostu nie czuję się bezpiecznie, a policji w ogóle nie widać. Mieszkam tu od trzech lat i dzielnicowego spotkałam może dwa, czy trzy razy - skarży się pani Elżbieta.
Policja twierdzi jednak, że funkcjonariusze systematycznie patrolują tamtejszą dzielnicę i interweniują, jeśli zachodzi taka potrzeba.
- Mimo specyfiki osiedla nie należy ono do szczególnie zagrożonych. Policjanci zwykle kierują swoje działania wobec osób publicznie spożywających alkohol i zakłócających porządek. Interwencje związane są też z kradzieżą kabli zakładu energetycznego oraz z położonym w sąsiedztwie centrum handlowym - twierdzi Hanna Michta, rzecznik sosnowieckiej policji.
Mieszkańcy zwracają uwagę na fatalny stan dróg osiedlowych.
- Środkiem, między kamienicami biegnie asfalt, ale do domków trzeba już dojść po wyboistej ścieżce. To bardzo niewygodne, szczególnie po deszczu albo zimą - mówi pani Elżbieta. - Brakuje również placu zabaw dla najmłodszych, miejsca, gdzie młodzież mogłaby spędzać czas - dodaje.
Starsi mieszkańcy pamiętają czasy, kiedy sytuacja wyglądała inaczej.
- Trzydzieści lat temu tutaj się dobrze żyło - twierdzi pan Andrzej. - W miejscu, gdzie dziś stoi centrum handlowe, miał być wybudowany piec, działały zakłady przemysłowe, było boisko i klub sportowy. Dziś tego już nie ma i nikt nie interesuje się naszą okolicą. Wygląda tak, jakby miasto czekało, aż domy same się zawalą, a teren wyludni.
Sytuację podarsza również polityka społeczna władz Sosnowca, które eksmitują tutaj osoby z całego miasta, zalegające z opłatami mieszkaniowymi. Policja przyznaje, że ludzie ci często pozostają w konflikcie z prawem.
Niektórzy mieszkańcy dostrzegają jednak pozytywne strony życia "na barakach". Czternastoletni Mateusz, który przychodzi tam często spotkać się z kolegami, twierdzi, że miejsce to nie różni się od innych niczym, poza wyglądem.
- Żyje się tutaj normalnie, ludzie są tacy sami jak wszędzie. Moi koledzy, to zwyczajna młodzież, a to, że żyją w miejscu, które tak wygląda, nic nie zmienia. Sam kiedyś mieszkałem na takim osiedlu. W wolnym czasie gramy w piłkę albo na komputerze - opowiada Mateusz.
Również pani Janina, która pracuje w lokalnym sklepie, nie ma obaw.
- Pracuję tu od ponad dwóch lat. Mieszkańcy są bardzo solidarni, pomagają sobie, kiedy trzeba. Jedyne co ich różni od ludzi z bloków, to fakt, że są trochę biedniejsi. A to, że na klatkach czy na ulicy piją, tak jest wszędzie.
Paweł Kawalec, Aleksandra Kozub
POLSKA Dziennik Zachodni
źródło:
Jesteś osobą wrażliwą na sprawy publiczne, obejrzałeś ciekawą wystawa, byłeś na ciekawym koncercie, sztuce teatralnej, zawodach sportowych lub innej imprezie, posiadasz ciekawe fotografie, zbiory, kolekcje i chcesz się podzielić tym z innymi - my postaramy się to opublikować. Napisz do nas