W Sosnowcu nie ma zainteresowania pracą w charakterze strażników miejskich. Coraz więcej funkcjonariuszy odchodzi z pracy i zaczyna brakować kandydatów do służby w tej formacji. Niektórzy, kiedy słyszą, że mogą zarobić tu około 1300 zł netto od razu rezygnują. - Zdecydowałem się odejść ze straży miejskiej z kilku powodów. Nie widziałem tutaj żadnych możliwości rozwoju. Choć jestem młodym człowiekiem, to muszę myśleć już o emeryturze, a by ją otrzymać trzeba pracować w straży do 65 roku życia. Nie wyobrażam sobie, że w tym momencie miałbym patrolować jeszcze ulice - mówi były strażnik miejski. - Dlatego postawiłem na pracę w policji, gdzie po piętnastu latach służby będą mi przysługiwać świadczenia emerytalne.
Tylko w ubiegłym miesiącu z sosnowieckiej straży miejskiej odeszły dwie osoby. Jedna zatrudniła się w prywatnej firmie, a druga w służbie więziennej.
- Obecnie mamy sześćdziesiąt etatów, funkcjonariuszy jest pięćdziesięciu pięciu, w tym pięciu w szkole w Tychach. Trzeba pamiętać, że przez całą dobę obsługujemy dwa centra monitoringu w mieście. Oznacza to, że do tej pracy zaangażowanych jest około dwudziestu ludzi - mówi Zbigniew Krupa, komendant Straży Miejskiej w Sosnowcu.
W ponad 200-tysięcznym mieście optymalna liczba wynosiłaby około dwustu strażników. To jednak nierealne. Nie ma chętnych do pracy i nie zmieściliby się w obecnej siedzibie przy ul. Małachowskiego.
- Najbardziej realną wydaje się liczba dziewięćdziesięciu funkcjonariuszy mundurowych - podkreśla komendant Krupa.
Obecnie roczny budżet sosnowieckiej straży miejskiej wynosi 3 mln 700 tys. zł.
- Na najbliższej komisji bezpieczeństwa publicznego zaproponuję, by zwiększono pensje dla strażników. Być może spowoduje to większe zainteresowanie kandydatów. Straży miejskiej potrzebna jest też nowa siedziba. Mówiłem już o tym prezydentowi miasta i jego zastępcy. Nie może być tak, by brakowało pokoju przyjęć interesantów, bo na razie strażnicy rozmawiają z nimi na korytarzu. Nie mają też pokoju socjalnego z prawdziwego zdarzenia, czy pryszniców w toaletach - mówi radny Krystian Dziewior, zastępca przewodniczącego komisji bezpieczeństwa i porządku publicznego Rady Miejskiej. - Strażnicy powinni też prowadzić miejską mapę zagrożeń. By oni i mieszkańcy miasta wiedzieli, w których miejscach popełnianych jest najwięcej wykroczeń.
Strażnicy mają nadzieję, że plany te nie pozostaną tylko na papierze. Póki co zmotoryzowane patrole zostały właśnie wyposażone w GPS-y, czyli system nawigacji satelitarnej.
- Dzięki temu dyżurny widzi na komputerowej mapie każdy ruch radiowozu. Wiemy też z jaką jedzie prędkością i czy podczas postoju ma włączony lub wyłączony silnik - mówi Zbigniew Krupa. - Przyjmując zgłoszenie dyżurny wie, gdzie w danym momencie znajduje się najbliższy patrol, który można wysłać na interwencję. Podobnie jest podczas pościgów, kiedy nie ma czasu na dokładne określenie pozycji.
Kupno, montaż i dodatkowe wyposażenie systemu nawigacji satelitarnej kosztowało ponad 6,5 tysiąca Miesięczne opłaty za korzystanie z GPS-ów wynoszę 300 zł.
Być może w najbliższym czasie w sosnowieckiej straży miejskiej będzie również służył pies obronny. - Zależeć to będzie od tego, czy któryś z funkcjonariuszy zdecyduje się zostać jego opiekunem. Na pewno taki pies przydałby się na przykład podczas zabezpieczania imprez sportowych - dodaje komendant.
Sebastian Reńca
źródło: POLSKA Dziennik Zachodni
Jesteś osobą wrażliwą na sprawy publiczne, obejrzałeś ciekawą wystawa, byłeś na ciekawym koncercie, sztuce teatralnej, zawodach sportowych lub innej imprezie, posiadasz ciekawe fotografie, zbiory, kolekcje i chcesz się podzielić tym z innymi - my postaramy się to opublikować. Napisz do nas