POLSKA Dziennik Zachodni
| dodane: 03.07.2009 g.01:21 | drukuj
Juniorski strzał w dziesiątkę
Juniorzy Górnika Piaski pierwsi stracili bramkę, ale potrafili się podnieść i potwierdzili, że zasłużyli na puchar Podokręgu Sosnowiec. Piłkarze z dzielnicy Czeladzi rozegrali emocjonujący mecz ze Źródłem Kromołów, ale ostatecznie mogli wznieść ręce w geście triumfu. Spotkanie nie zaczęło się najlepiej dla podopiecznych Radosława Orłowskiego. W 14. minucie Michał Kozłowski znalazł się w sytuacji sam na sam z Dawidem Cofałą. Bramkarz zdołał jeszcze odbić pierwszy strzał, ale przy dobitce napastnika Źródła był bezradny. Rezultat mógł zmienić najlepszy strzelec Górnika, Mateusz Koroś. Piłkarz stanął po podaniu Przemysława Trzciny oko w oko z Emilem Makiełą, ale przegrał ten pojedynek. Chwilę później mogło być już 2:0, ale Kozłowski po ograniu Cofały i Konia nie trafił do pustej bramki. Ta sytuacja podziałała na zawodników Górnika mobilizująco. W 36. minucie Przemysław Piętka zagrał wzdłuż bramki, niepilnowany Paweł Mysłek uderzył w górny róg, a piłka - zanim wpadła do siatki - musnęła jeszcze poprzeczkę. Trzy minuty później na strzał sprzed pola karnego zdecydował się Piętka, a Makieła "wypluł" piłkę. Na to czekał już tylko Mysłek, który nie pomylił się z kilku metrów.
- Poszedłem do końca za akcją i zrobiłem to, co musiałem zrobić. Dla mnie mistrzostwo jest wielką sprawą. Nie wiem czy dzisiaj zasnę - cieszył się Mysłek.
Po zmianie stron najbardziej zagrożeni byli...kibice Górnika, którzy przyjechali do Zawiercia. Nie przebierali w słowach, często używając nieparlamentarnych wyrażeń, ale nie usprawiedliwia to grupy miejscowych pseudokibiców, która ich zaatakowała. Interweniowała ochrona i policja, w ruch poszły m.in. butelki, ale na szczęście nikt nie odniósł poważnych obrażeń. A pomyśleć, że był to mecz juniorów...
Na boisku dominowali piłkarze z Czeladzi. W 58. minucie Tomasz Jaros trafił w poprzeczkę, a kilka minut później Rafał Strzelecki główkował prosto w Makiełę. Piłkarze Górnika zadali decydujący cios na 10 minut przed końcem. Jaros wypatrzył Daniela Suchmiela, a ten "na raty" trafił do siatki.
- Moi piłkarze na początku nie przypominali drużyny z fazy grupowej. Byli lekko wystraszeni i rozkojarzeni. Obawiałem się nawet, że ta stawka ich trochę przerosła, ale z czasem stali się stroną dominującą. Paweł Mysłek miał problemy z grą w pierwszym składzie, ale w końcu wywalczył sobie miejsce i postawienie dzisiaj na niego, to był strzał w dziesiątkę - nie krył trener Radosław Orłowski.
Jesteś osobą wrażliwą na sprawy publiczne, obejrzałeś ciekawą wystawa, byłeś na ciekawym koncercie, sztuce teatralnej, zawodach sportowych lub innej imprezie, posiadasz ciekawe fotografie, zbiory, kolekcje i chcesz się podzielić tym z innymi - my postaramy się to opublikować. Napisz do nas