Rodzice, którzy decydują się na posłanie dziecka do prywatnej szkoły, powinni dobrze przemyśleć sprawę. Okazuje się bowiem, że szkoła tego typu może być zamknięta jak targowy stragan praktycznie z dnia na dzień, a uczniowie pozbawieni możliwości kontynuowania nauki. I nikt się za nimi nie wstawi.
Tak stało się w Będzinie w województwie śląskim. Oficjalna informacja o likwidacji Prywatnej Szkoły Podstawowej i Gimnazjum nr 1 z dniem 31 sierpnia dotarła do rodziców, kuratorium i miejscowego wydziału oświaty dopiero w ubiegłym tygodniu.
Ministerstwo Edukacji Narodowej rozkłada ręce. Nie ma do powiedzenia nic więcej niż to, że taka sytuacja nie powinna się wydarzyć. - Osoba likwidująca szkołę, także prywatną, winna powiadomić rodziców i gminę na sześć miesięcy przed zaprzestaniem działalności. Tak stanowi ustawa o systemie oświaty z 1991 r. - wyjaśnia Krystyna Tomasiewicz, pracownik departamentu kształcenia ogólnego i wychowania MEN.
Co w takiej sytuacji może zrobić ministerstwo? Nic, bo sankcji za naruszenie półrocznego terminu nie zapisano w ustawie. - Nie możemy interweniować. Jedynie rodzice mogą podać dyrekcję, która w tym przypadku jest organem prowadzącym, do sądu - dodaje Tomasiewicz.
Do działalności szkoły nie było do tej pory żadnych zastrzeżeń. Bomba wybuchła nagle. - Gdy dowiedziałam się, że szkoła od września nie będzie istnieć, razem z innym rodzicami próbowała się skontaktować z dyrekcją. Bez rezultatu - mówi Antonina Szybowska, mama jednej z uczennic.
Po naszych sygnałach i telefonach rodziców sprawą zajął się w końcu urząd miasta i kuratorium. Też bez skutku.
- Próbowaliśmy się skontaktować zarówno z dyrekcją, jak i pracownikami szkoły. W końcu na adres domowy wysłaliśmy pismo, prosząc o spotkanie i wyjaśnienie sprawy - tłumaczy Roman Goczoł, naczelnik wydziału edukacji w Będzinie.
Ale jedyne, co uzyskał, to pismo podobnej treści, jakie otrzymali rodzice. Właścicielka Ewa Potyka wyjaśnia w nim w krótkiej formie, że przyczyną likwidacji szkoły jest zbyt wysoki czynsz, jaki płaci za wynajem pomieszczeń. Dalsze prowadzenie placówki było dla niej nieopłacalne.
Jak się okazuje, o tym, że szkoła będzie likwidowana, właścicielka zdecydowała już w maju. Tak wynika z korespondencji, jaką prowadziła z zakładem energetycznym, od którego wynajmowała pomieszczenia na potrzeby szkoły.
- W maju tego roku otrzymaliśmy pisemną deklarację rozwiązania umowy dzierżawy z dniem 30 czerwca - mówi Piotr Żydek z będzińskiego oddziału firmy Enion Grupy Tauron SA.
Dlaczego wiadomość tę właścicielka szkoły postanowiła ukryć przed uczniami i rodzicami? Potyka twierdzi, że przyczyna zamknięcia placówki wiąże się z podwyższeniem czynszu za wynajem budynku o 40 proc. - Uczyliśmy w nim przez osiem lat. Byłam przekonana, że skoro zawsze płaciliśmy na czas, dojdzie do porozumienia i sprawa zostanie pozytywnie załatwiona - mówi. Zapewnia, że próbowała negocjować wysokość czynszu lub wynająć połowę budynku. Od końca czerwca miała szukać zastępczej siedziby na terenie Będzina. - Listy polecone do rodziców wysłałam na początku sierpnia, kiedy się okazało, że nic więcej nie da się zrobić. Rzeczywiście późno ich powiadomiłam - przyznaje.
Właścicielka, zamykając szkołę, nie dopełniła formalności. Ale żadnych konsekwencji z tego tytułu nie poniesie. Gmina może jedynie wykreślić placówkę z rejestru i wstrzymać dotację.
- Na szczęście ostatnia rata dotacji, zgodnie z wcześniejszą umową dotyczącą roku budżetowego 2008, została przekazana w sierpniu, a na wrzesień pieniędzy już nie damy - dodaje naczelnik.
Jednocześnie zapewnia, że dla dzieci znajdą się miejsca w placówkach obwodowych.
- Pełny obraz, czy wszystkie dzieci z podstawówki i gimnazjum prywatnego dostały się do szkół, będziemy mieć dopiero we wrześniu, podczas sprawdzania, czy dzieci z naszego miasta spełniają obowiązek szkolny - przyznaje naczelnik Goczoł.
Wicekurator Kuratorium Oświaty w Katowicach Dariusz Wilczak zapewnił, że pomoże dzieciom dostać się do wybranych zastępczych placówek.
- Ponieważ jest to szkoła prywatna, nie ma obowiązku informowania kuratorium o jej likwidacji. Tak wygląda kwestia prawna. Jednak ze względów czysto moralnych dyrektorka powinna to oznajmić rodzicom najpóźniej w dniu zakończenia roku szkolnego - mówi Wilczak.
Współpraca: KAPI
Co możesz zrobić, gdy zamkną ci twoją uczelnię, a ty nie masz dyplomu
W ostatnich trzech latach zostały zlikwidowane trzy szkoły wyższe. A w stanie likwidacji jest aż 12 placówek. W stanie upadłości znajduje się jedna.
Studenci wyższej uczelni, która zostaje zlikwidowana, mają prawo wystąpić do sądu o odszkodowanie i zwrot dotychczas zapłaconego czesnego.
Łatwiej wygrać sprawę, gdy w umowie z uczelnią jest zagwarantowany zwrot kosztów, gdy placówka dydaktyczna zostanie zamknięta
Zlikwidowana uczelnia powinna zagwarantować swoim studentom inne miejsce, w którym będą mogli kontynuować naukę.
Niestety, kontynuując naukę na wskazanej uczelni, muszą uzupełnić różnice programowe.
Magdalena Nowacka
źródło: POLSKA Dziennik Zachodni
Jesteś osobą wrażliwą na sprawy publiczne, obejrzałeś ciekawą wystawa, byłeś na ciekawym koncercie, sztuce teatralnej, zawodach sportowych lub innej imprezie, posiadasz ciekawe fotografie, zbiory, kolekcje i chcesz się podzielić tym z innymi - my postaramy się to opublikować. Napisz do nas