Sobota 31/07/2010 · Imieniny obchodzą: Helena, Ignacy, Lubomir
Dziennik Zachodni
| dodane: 24.11.2006 g.10:01 | drukuj

Toporowice: Rodzice chcą, aby kuratorium skomentowało zachowanie nauczyciela

Toporowice, sołectwo w powiecie będzińskim. Ostatnio o nim głośno. A wszystko z powodu książki, którą napisał jeden z nauczycieli, Henryk Z. Nie jest to jednak podręcznik. Książkę "Moja Polska" można kupić w księgarni internetowej. Przy opisie tylko kilka tematów wywoławczych: zlikwidować Sejm i Senat, emerytura w każdym wieku, zalegalizować prostytucję, zakazać działalności partii politycznych, zalegalizować eutanazję,zlikwidować ZUS i KRUS, opodatkować kościół.

Rodzice niezadowoleni

Przy drzwiach szkoły spotykamy dyżurującą nauczycielkę, która prowadzi nas do Izabeli Dziurowicz, dyrektorki placówki.

- Nie będę udzielała żadnych informacji. Czekamy na odpowiedź z kuratorium. Nauczyciel jest od miesiąca na zwolnieniu lekarskim, nie mam z nim kontaktu - mówi pani dyrektor. Przez piętnaście minut na szkolnym korytarzu usiłujemy dowiedzieć się czegoś więcej o kontrowersyjnych poglądach nauczyciela. Pani dyrektor stanowczo odmawia. Ma dość tego, że szkoła stała się "sławna" od tej strony. Książkę autorstwa nauczyciela miała, ale pożyczyła.

- Proszę mi nie robić zdjęć - mówi zdenerwowana, strasząc nas, że poskarży się, że weszliśmy na teren szkoły.

Jacek Biedroń, radny i przewodniczący stowarzyszenia Przyjaciół Toporowic oraz dwie mamy, Daria Słania i Anna Kolasińska zgadzają się na rozmowę.

- Zacznijmy od tego, że nauczyciela ciągle nie ma w szkole, bo jest na L4. Od początku roku dzieci miały może dwanaście lekcji. A uczy nie tylko wf-u, ale także przyrody i informatyki. Kiedy był na tych lekcjach, to zwykle rzucał dzieciom piłkę (na wf) i tyle - mówi Anna Kolasińska.

Jacek Biedroń podkreśla, że mieszkańcom zależy, aby dzieci nie czuły się gorsze, tylko dlatego, że chodzą do małej, wiejskiej szkółki.

- Kupiliśmy stroje sportowe, chcielibyśmy aby dzieci miały w końcu salę gimnastyczną z prawdziwego zdarzenia - mówi.

Rodzice dziwią się, że jeśli nauczyciel tak długo choruje, nikt tego nie sprawdzi.

- No, ale co się dziwić, jak podobno oskarżył dyrektorkę o mobbing, bo przyszła na lekcję - dodają rodzice.

Zbulwersowani są też treściami zawartymi w książce.

- Przecież to kłóci się z normami etycznymi, postawą nauczycielską. A nie można być nauczycielem tylko w szkole, a poza nią już nie. A on mówi o sobie, że jest nauczycielem-podróżnikiem - mówi Daria Słania.

Niektórzy z rodziców podobno są za usunięciem nauczyciela. Ale na internetowym forum są też pozytywne wypowiedzi na temat nauczyciela.

Wszelkie decyzje związane z dalszym pobytem nauczyciela który ma stopień dyplomowanego, muszą poczekać, aż wróci ze zwolnienia lekarskiego.

To nagonka na mnie

Udało nam się porozmawiać z nauczycielem. Twierdzi, że cała sprawa to pomysł dyrekcji na zniszczenie jego osoby.

- Moja książka i rzekome jej propagowanie wśród uczniów, służy tylko za pretekst do tego, aby na obecnej fali skandali dziejących się w polskich szkołach skompromitować i pozbyć się mnie ze szkoły - twierdzi nauczyciel. Podkreśla też, że nigdy nie propagował książki jak również jej treści wśród uczniów.

- Hasła na okładce są wyrwane z kontekstu i taka interpretacja jest powierzchowna. Poza tym, jakoś nikt nie mówi o innych, o których piszę. Wynika to z tego, że większość osób książki nie przeczytała. A z moich informacji wynika, że to sama pani dyrektor rozprowadzała tę książkę wśród rodziców - podkreśla Henryk Z. I mówi o tym, że napisał w książce również o tym, iż funkcjonariusze policji powinni co roku składać oświadczenia majątkowe, apeluje także o podniesienie dyscypliny w szkołach podstawowych i gimnazjach, wnioskuje o likwidację gimnazjów, a także o wprowadzenie mundurków szkolnych.

Informuje też, że jest w trakcie pisania następnej książki o jego pracy w szkole w Toporowicach.

- Część z moich postulatów została zrealizowana. Książka ukazała się w kwietniu. Jakoś do tej pory było o niej cicho, a dyrekcja z niektórymi rodzicami rozpętała sprawę w momencie, kiedy zachorowałem i nie mogę się bronić. Był nawet u mnie lekarz z ZUS-u, który potwierdził moje problemy zdrowotne - twierdzi nauczyciel.


Najpierw dyrekcja musi dostarczyć dowody
Dariusz Wilczak

szef delegatury Kuratorium w Sosnowcu

Jeśli chodzi o decyzje związane z pobytem nauczyciela w szkole i postępowanie dyscyplinarne, możemy podjąć je dopiero po dostarczeniu dokumentacji przez panią dyrektor, która jest jego bezpośrednim przełożonym. Dokumentacji, związanej z dowodami, że nauczyciel źle wykonuje swoją pracę. Wskazaliśmy już dyrekcji takie rozwiązanie w piśmie. Dyrekcja mogła wcześniej hospitować lekcje, może to w każdym momencie zrobić. Zgodnie z kodeksem pracy może udzielić upomnienia czy nagany. Co do książki, sprawdziliśmy, że nie była ona rozprowadzana na terenie szkoły przez nauczyciela, w innej sytuacji na pewno byśmy interweniowali.

Magdalena Nowacka

Jesteś osobą wrażliwą na sprawy publiczne, obejrzałeś ciekawą wystawa, byłeś na ciekawym koncercie, sztuce teatralnej, zawodach sportowych lub innej imprezie, posiadasz ciekawe fotografie, zbiory, kolekcje i chcesz się podzielić tym z innymi - my postaramy się to opublikować. Napisz do nas

Copyright © Zaglebie.info, Wszelkie prawa zastrzeżone. | Kontakt: redakcja@zaglebie.info