Toporowice: Rodzice chcą, aby kuratorium skomentowało zachowanie nauczyciela
Toporowice, sołectwo w powiecie będzińskim. Ostatnio o nim głośno. A wszystko z powodu książki, którą napisał jeden z nauczycieli, Henryk Z. Nie jest to jednak podręcznik. Książkę "Moja Polska" można kupić w księgarni internetowej. Przy opisie tylko kilka tematów wywoławczych: zlikwidować Sejm i Senat, emerytura w każdym wieku, zalegalizować prostytucję, zakazać działalności partii politycznych, zalegalizować eutanazję,zlikwidować ZUS i KRUS, opodatkować kościół.
Rodzice niezadowoleni
Przy drzwiach szkoły spotykamy dyżurującą nauczycielkę, która prowadzi nas do Izabeli Dziurowicz, dyrektorki placówki.
- Nie będę udzielała żadnych informacji. Czekamy na odpowiedź z kuratorium. Nauczyciel jest od miesiąca na zwolnieniu lekarskim, nie mam z nim kontaktu - mówi pani dyrektor. Przez piętnaście minut na szkolnym korytarzu usiłujemy dowiedzieć się czegoś więcej o kontrowersyjnych poglądach nauczyciela. Pani dyrektor stanowczo odmawia. Ma dość tego, że szkoła stała się "sławna" od tej strony. Książkę autorstwa nauczyciela miała, ale pożyczyła.
- Proszę mi nie robić zdjęć - mówi zdenerwowana, strasząc nas, że poskarży się, że weszliśmy na teren szkoły.
Jacek Biedroń, radny i przewodniczący stowarzyszenia Przyjaciół Toporowic oraz dwie mamy, Daria Słania i Anna Kolasińska zgadzają się na rozmowę.
- Zacznijmy od tego, że nauczyciela ciągle nie ma w szkole, bo jest na L4. Od początku roku dzieci miały może dwanaście lekcji. A uczy nie tylko wf-u, ale także przyrody i informatyki. Kiedy był na tych lekcjach, to zwykle rzucał dzieciom piłkę (na wf) i tyle - mówi Anna Kolasińska.
Jacek Biedroń podkreśla, że mieszkańcom zależy, aby dzieci nie czuły się gorsze, tylko dlatego, że chodzą do małej, wiejskiej szkółki.
- Kupiliśmy stroje sportowe, chcielibyśmy aby dzieci miały w końcu salę gimnastyczną z prawdziwego zdarzenia - mówi.
Rodzice dziwią się, że jeśli nauczyciel tak długo choruje, nikt tego nie sprawdzi.
- No, ale co się dziwić, jak podobno oskarżył dyrektorkę o mobbing, bo przyszła na lekcję - dodają rodzice.
Zbulwersowani są też treściami zawartymi w książce.
- Przecież to kłóci się z normami etycznymi, postawą nauczycielską. A nie można być nauczycielem tylko w szkole, a poza nią już nie. A on mówi o sobie, że jest nauczycielem-podróżnikiem - mówi Daria Słania.
Niektórzy z rodziców podobno są za usunięciem nauczyciela. Ale na internetowym forum są też pozytywne wypowiedzi na temat nauczyciela.
Wszelkie decyzje związane z dalszym pobytem nauczyciela który ma stopień dyplomowanego, muszą poczekać, aż wróci ze zwolnienia lekarskiego.
To nagonka na mnie
Udało nam się porozmawiać z nauczycielem. Twierdzi, że cała sprawa to pomysł dyrekcji na zniszczenie jego osoby.
- Moja książka i rzekome jej propagowanie wśród uczniów, służy tylko za pretekst do tego, aby na obecnej fali skandali dziejących się w polskich szkołach skompromitować i pozbyć się mnie ze szkoły - twierdzi nauczyciel. Podkreśla też, że nigdy nie propagował książki jak również jej treści wśród uczniów.
- Hasła na okładce są wyrwane z kontekstu i taka interpretacja jest powierzchowna. Poza tym, jakoś nikt nie mówi o innych, o których piszę. Wynika to z tego, że większość osób książki nie przeczytała. A z moich informacji wynika, że to sama pani dyrektor rozprowadzała tę książkę wśród rodziców - podkreśla Henryk Z. I mówi o tym, że napisał w książce również o tym, iż funkcjonariusze policji powinni co roku składać oświadczenia majątkowe, apeluje także o podniesienie dyscypliny w szkołach podstawowych i gimnazjach, wnioskuje o likwidację gimnazjów, a także o wprowadzenie mundurków szkolnych.
Informuje też, że jest w trakcie pisania następnej książki o jego pracy w szkole w Toporowicach.
- Część z moich postulatów została zrealizowana. Książka ukazała się w kwietniu. Jakoś do tej pory było o niej cicho, a dyrekcja z niektórymi rodzicami rozpętała sprawę w momencie, kiedy zachorowałem i nie mogę się bronić. Był nawet u mnie lekarz z ZUS-u, który potwierdził moje problemy zdrowotne - twierdzi nauczyciel.
Najpierw dyrekcja musi dostarczyć dowody
Dariusz Wilczak
szef delegatury Kuratorium w Sosnowcu
Jeśli chodzi o decyzje związane z pobytem nauczyciela w szkole i postępowanie dyscyplinarne, możemy podjąć je dopiero po dostarczeniu dokumentacji przez panią dyrektor, która jest jego bezpośrednim przełożonym. Dokumentacji, związanej z dowodami, że nauczyciel źle wykonuje swoją pracę. Wskazaliśmy już dyrekcji takie rozwiązanie w piśmie. Dyrekcja mogła wcześniej hospitować lekcje, może to w każdym momencie zrobić. Zgodnie z kodeksem pracy może udzielić upomnienia czy nagany. Co do książki, sprawdziliśmy, że nie była ona rozprowadzana na terenie szkoły przez nauczyciela, w innej sytuacji na pewno byśmy interweniowali.
Magdalena Nowacka
źródło: Dziennik Zachodni
Jesteś osobą wrażliwą na sprawy publiczne, obejrzałeś ciekawą wystawa, byłeś na ciekawym koncercie, sztuce teatralnej, zawodach sportowych lub innej imprezie, posiadasz ciekawe fotografie, zbiory, kolekcje i chcesz się podzielić tym z innymi - my postaramy się to opublikować. Napisz do nas